
|
Nam przecież nie sposób żyć w odmiennych poetykach — biegnę po schodach smutku w krużganki twoich uśmiechów i tam, za najwyższym progiem, myślę "jestem" w drugiej osobie
i inne wschodzi słońce na innym widnokręgu.
W cichej łasce traw — narodziny dębu. Słów wypowiadać nie chcę: zbyt pobrzękują, jak pieniądze... — lepiej opłatkiem pocałunku pomilczeć na twoich wargach.
...Komunio nasza, nadziei pełna — i nasza skargo...
Więc zabierz mi pamięć, żebym się odrodził znów niewinny jak fiołkowy bard — i nie patrzył już w oczy jak złodziej: żebym jeszcze był wiersza wart.
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość