
|
Panowie mili, pos³uchajcie, Zawierzcie, proszê, memu s³owu I ¿yczliwego ucha dajcie Historii, co siê zowie: "Powój". A bêdzie w opowie¶ci owej Rzecz o Tristanie i królowej, Co siê nieszczê¶ni nap³akali, Jako siê piêknie mi³owali, A¿ i mi³o¶ci tej rozkazem Jednego dnia pomarli razem. Król Marek strasznym gniewem górze, Tristana ¶cierpieæ król nie mo¿e I precz wygania go surowo: Siostrzan pokochaæ ¶mia³ królow±. Do Sutwal uszed³ wypêdzony, Gdy¿ tam rodzinne jego strony. Rok min±³, odk±d spad³a kara, Do Tyntagielu wróciæ wara, Wiêc zadumany ¿a³o¶liwie W rozpaczy ledwie przecie ¿ywiê. Kiedy, kto wiernie, zacnie kocha, A szczê¶cia nie zna ani trocha, Temu usychaæ w ³zach, zgryzotach, To¿ to, panowie, nie dziwota. A ¿e Tristana zmog³y znoje, Przeto opu¶ci³ strony swoje, Do kornwalijskich zmierza granic, W Kornwalii mieszka jego pani. W las siê zapu¶ci³ gwoli temu, By nikt go z ludzi zoczyæ nie móg³, I w lesie kry³ siê do wieczora. Spoczynku wreszcie przysz³a pora, Tedy w wie¶niacze wst±pi³ progi, Tam da³ mu ³o¿e cz³ek ubogi. Tristan zapyta³ o nowiny, Zapyta³, co król Marek czyni, A na to mu odrzek³o wielu, ¯e sprosi³ król do Tyntagielu Baronów, na turnieje, w go¶ci. Rzekli mu jeszcze ludzie pro¶ci, I¿, jako króla pana wola, W Zielone ¦wi±tki ta swawola, ¯e ponoæ na zebranie owo Król Marek przybyæ ma z królow±. Mi³e to Tristanowi s³owa, Boæ przecie pozna go królowa, Pomy¶li sobie o Tristanie, Kiedy jej w pobok konia stanie. Switkiem bledziuchnym Tristan chy¿o W las pomkn±³, czeka, a¿ siê zbli¿±, Spojrzy, a przy nim tu¿ leszczyna, Rwie ga³±¼, z czterech stron przycina, W ziemiê j± wetknie, tnie za chwilê Imiê swe na niej, jeno tyle. Królowa, patrz±c w le¶n± steczkê, Pozna graniast± tê laseczkê, Wspomni, gdy ujrzy j± z oddali, Jak znaki sobie ni± dawali. Przybywa pani, widzi, staje, Zielony dr±¿ek rozpoznaje, Rycerzom ¶wity w g³os siê ¿ali, ¯e s³abnie, chce, by siê wstrzymali, ¯e wielce siê strudzona czuje. Spe³niaj±, co im rozkazuje. Potem oddala siê królowa, Do wiernej s³u¿ki ciche s³owa Szepce, po¶pieszne stawia kroki, Wstêpuje wreszcie w las g³êboki. Tam drzewa le¶ne ukrywa³y, Kogo mi³uje nad ¶wiat ca³y. I zatonêli, pojednani, W rozkoszy cudnej, a bez granic. D³ugo jej Tristan mówiæ bêdzie, ¯e pani± swoj± widzi wszêdzie, |
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ