
|
Przed Stefana Witwickiego m³odzieñczym portretem sk³adam.
1
Kiedy zimowy, wczesny zmierzch siê czyni, S³ucham po ciemku, jak gadaj± rzeczy. Szeleszcz± barwy na krakowskiej skrzyni, Kantorek trzaska, z³oty zegar skrzeczy; W piersiach gitary dr¿±, jak wie¶æ znad Lety, Dziewczêcych westchnieñ niedomar³e echa,
A stary portret m³odego poety W mroku ¶licznymi usty siê u¶miecha. £opot p³omyków na kilimka p±sie S³yszê — i ró¿ne, ró¿ne dziwy ¶ni± siê...
Nie mam z kim gadaæ. Wiem, ¿e nie zadzwoni Nikt, komu spieszno do mnie o tej porze. Wiem, ¿e nie przyjdzie — wiêc ¶wiat sobie tworzê, Dawno¶æ kochan±, com jest szcz±tkiem po niej, Z ksi±¿ek, obrazów, zwierciade³, mahoni — A gdy têsknot± pustkê tê zaludniê, Rojno znów przy mnie i swojsko, i cudnie...
Tyftyka p³owe muskaj±c palmety, My¶l rada go¶ciom naprzeciw wychodzi, A stary portret m³odego poety Po ciemku zawsze u¶miecha siê s³odziej. ¯adna mnie odeñ ju¿ nie dzieli rama. Wszystko siê wokó³ budziæ zdaje... Ciemnie Pe³ne s± ¿ycia, co uchodzi ze mnie, Gdy z wolna rzecz± stajê siê ja sama...
2
Patrzê w te oczy, nieznajome zgo³a, A przecie u¶miech drogich ust poznajê I brwi rozpiête na jasno¶ci czo³a, I m³odo¶æ w³asn±, co siê sercu zdaje, Ostatni, dziwny raz — z tym malowaniem...
Najs³odsza jaka¶ przyb³±kana chwila O pier¶ m± bije skrzyd³y jaskó³czemi! I co¶ siê gmatwa, co¶ siê ¶ni, zamyla, Co¶ z rosy nieba, co¶ z p³omienia ziemi Wzrokiem do p³ótna przypada rozpacznie...
O, czy¿by serce, szalone do tyla, Od¿y³o wiar±, ¿e — uwierzyæ zdo³a, ¯e siê na nowo tamto ¿ycie zacznie I ¿e siê z wiêzów czasu wydostaniem, Ostatni, dziwny ten raz, przed skonaniem?!
3
Nigdy do¶æ z tob± wzrok siê nie nawita Ni siê z tw± dusz± nagadam do syta, Ni poj±æ zdo³am, ¿e¶ by³ rzeczywi¶cie!
Wytworny — w bia³ym na szyi baty¶cie I w ciemnomodry odzian frak z epoki Tej, co siê w szale stroi³a i loki, Datê sw± znacz±c na poleg³ych li¶cie I ³ami±c bia³e w¶ród olszynki rêce...
Dziwne nad sercem czynisz mym uroki, £aw krzemienieckich uczniu smutnooki, ¯yw dot±d w m³odej Szopena piosence!
I dzi¶, gdy doba u proga z³owieszcza, Tamtej, minionej, g³usz±c ton wysoki, Bezcennym czyni dobro postradane, Wszystek siê dla mnie wdziêk jej w tobie streszcza, Cieniu, co¶ raczy³ pa¶æ na moj± ¶cianê!
4
Kocha³am ciebie — i chcê, by¶ o tym wiedzia³. Wszak nieraz s³owo za wiek milczenia stanie! Dzi¶ ci je rzucam, przez lat i losów przedzia³, Przez step têsknoty, przez mroczne dusz otch³anie, To s³owo pó¼ne jak noc i po¿egnanie...
Bez lêku patrz±c w twych m³odych ócz zadziwy, Rzec ci je mogê, bom ptak jest przed odlotem. Mój sad sprz±tniêty, zwiezione zbo¿a z niwy — ¯e¶ mi zachodu i ros± by³, i z³otem, Kocha³am ciebie — i chcê, by¶ wiedzia³ o tem!
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ