
|
Cóż to ja widzę, Jan zakochany Płaszczy się u nóg Klorydy, Leibnitz zamknięty, Newton schowany, A w rękach jego Owidy.
Jej pięknych oczów żywe obroty, Zamiast płanetnych rachuje, Na jej globikach jej żyłek zwroty Zamiast cyrkułów znajduje.
Jak elektryczne właśnie płomienie Ogień Klorydę przechodzi, A na miłości każde wspomnienie Rumieniec na twarz wychodzi.
Milsze Janowi takie zdarzenia Niźli fizyczne uwagi, Niżeli jakie bądź doświadczenia, Zrzekł się uczonej powagi.
Przedtem chodziłeś, Janie, ponury, Prawiłeś nudne morały, Teraz odmieniasz postać natury, W sercu się rodzą zapały.
Jan się odważa, ściska, całuje, Po nim się rozkosz rozpływa. Nie znał słodyczy, teraz kosztuje, Otóż szczęśliwość prawdziwa.
Szczęśliwość mu się dzisiaj objawia, O której zbierał dowody, Niech ją kto sobie tylko wystawia, Jan ją ma z wdzięków urody.
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość