
|
Już w dzieciństwie tęsknotę miłości upojną Zaczynałem poznawać duszą niespokojną: Na miękkiej snu pościeli w nieprzespane noce, Gdy pod ikoną słabe światełko migoce, Wyobraźnią, niejasnym przeczuciem trapiony, Mój umysł powierzałem wizjom niezwalczonym. Widziałem twarz kobiecą — jak lód mroźne tchnienie.
I oczy — dotąd w sercu żyje ich spojrzenie; Od przestępstw, jak sumienie, chroni moją duszę, Ostatni ślad chłopięcych przywidzeń i wzruszeń. Pokochałem dziewczynę od życia goręcej, Tak już kochać nie umiem i nie będę więcej. A gdy się rozpływało widmo drogocenne, W samotności rzucałem spojrzenia płomienne Na żółte ściany, z których — zdawało się- cienie Do moich stóp schodziły wolno nieskończenie. I wspomnienia jak cienie przepływały ciemne— Choć to sny tylko były, a jednak przyjemne. Przełożył
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość