
|
Rok siê oci±ga³a s±siadeczka Hanka, Wreszcie wyszepta³a: "W parku jest altanka...
Wiêc... rozumiesz, mi³y? gdy zapadnie zmrok..." D³u¿y³ mi siê dzionek — bardziej ni¿ ten rok.
M³oda krew nie woda: jak zakipi — amen! Patrzê ja na niebo, a na niebie zamêt.
W ciemne, ciê¿kie chmury bliski deszcz siê zebra³, Potem grzmot ponury — i lunê³o z cebra.
Nachmurzy³em czo³o, w sercu burza w¶ciek³a, Diabli wziêli schadzkê przez tê s³otê z piek³a.
Hanka delikacik, Hance nie ochota Wyj¶æ za próg domostwa, kiedy taka s³ota.
Mo¿e by i w gorsz± burzê wysz³a do mnie, Gdyby... Lecz czy kocha mnie a¿ tak ogromnie?
Bez nadziei, smutny, idê przed altankê I w altance widzê — s±siadeczkê Hankê!
Choæ j± ca³± wy¿mij, tak zmoczy³o Haniê... D³ugom ja osusza³ moje ukochanie!
Ale od tej nocy czo³a ju¿ nie chmurzê, Tylko siê u¶miecham, gdy pos³yszê burzê. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ