
|
Stoj±c jak drzewo wi¶niowe bez kory i kwiatów, szczególnego rodzaju, p³on±ce, z ¿y³ami i ¶lin±, z palcami i j±drami, patrzê na dziewczynê z papieru i ksiê¿yca, poziom±, dr¿±c± i dysz±c±, i bia³±, i jej sutki jak dwa osobne szyfry i nóg ró¿owe z³±cze, gdzie jej p³eæ rzêsami nocnymi trzepoce.
Blady i kipi±cy przez brzegi czujê, jak s³owa mi zapadaj± w usta, s³owa jak potopione dzieci, i rumb, i jeszcze rumb, i zêby rosn± okrêtom, a wody i szeroko¶ci jak spalony las.
Po³o¿ê j± jak szpadê albo lustro i otworzê a¿ na ¶mieræ jej nogi trwo¿ne, bêdê gryz³ jej uszy i ¿y³y i sprawiê, ¿e siê z oczyma zamkniêtymi cofnie w gêstej rzece zielonego nasienia.
Utopiê j± w makach i piorunach, owinê j± w kolana, wargi, ig³y, wejdê w ni± cal po calu p³acz±cym naskórkiem, naciskiem zbrodni, mokrym ow³osieniem.
Zmuszê j± do ucieczki w paznokciach, westchnieniach, w nigdy, w nic, pn±c± siê na szpik powolny i tlen, czepiaj±c± siê wspomnieñ i przyczyn jak jedna pozosta³a d³oñ, jak palec przer±bany ruszaj±cy paznokciem opuszczonej soli.
Musi u¶piona biec po ¶cie¿kach skóry przez kraj z gumy popielatej i popio³ów, zwalczaj±c napastliwe no¿e i prze¶cierad³a, i mrówki, i oczy spadaj±ce na ni± jak umarli, i krople czarnej substancji wy¶lizguj±cej siê jak ¶lepe ryby albo kule z gêstej wody. Chile
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ