
|
Cur aliquid vidi?
B³y¶nij wreszcie jak diament, biegu mego kresie!
Jeleñ, kiedy o zmroku szuka ¼ród³a w lesie, Nigdy nie zwolni pêdu, nim nie wpadnie w trzciny, Pragnienie mnie powala nad brzegiem g³êbiny — Lecz, by zado¶æ uczyniæ mi³o¶ci zwodniczej, Nie bêdê m±ci³ biegu fali tajemniczej. Nimfy, je¶li kochacie mnie, ¶pijcie na wieki! Wy, które dr¿ycie z lêku, kiedy powiew lekki Jak tchnienie sp³ynie na was przed ksiê¿yca wschodem, Nawet gdy spadnie kr±¿±c na milcz±c± wodê Li¶æ, u¶pionego lasu ciemno¶ciom wyrwany, Wystarczy, ¿eby prysn±³ ¶wiat zaczarowany... Nie przebud¼cie siê, Nimfy, bo gdy sen g³êboki Ucieknie z waszych oczu, nade mn± uroki Rozwiej± siê jak nik³e mg³y w rannym podmuchu. Wasz sen boi siê dr¿enia lec±cego puchu, Pierzcha, gdy dotknie nurtu odbicie motyla. Niech siê nade mn± wasza twarz we ¶nie nachyla, W niej tylko nieobecno¶æ bóstwa nie jest ciemn±! Marzenia Nimf i niebo, czuwajcie nade mn±!
¦nijcie o mnie... Bez ciebie, o potoku ¶piewny, Nie by³bym swego bólu i swej krasy pewny. Szukaæ, co ukocha³em, na có¿ by siê zda³o? Obca tkliwo¶æ zadziwi tylko moje cia³o I, nie wiedz±c o w³asnych wdziêkach, smutne oczy Musia³yby dla innych czyste ³zy wytoczyæ.
Chcia³y¶cie ujrzeæ, mo¿e, pogodne oblicze, Wy, tak ciche, wy, których prawa tajemnicze Splot³y cia³a z kwiatami i li¶æmi. Was wy¿e Nieskalane uwodz±. Niech siê teraz zbli¿ê Do was, Nimfy, pos³uszny pe³nym czarów stokom I ¶cie¿ce, która, wiod±c nad wod± g³êbok±, Nieub³agana ku wam prowadzi mnie skrycie. Przyjmijcie ludzkich b³êdów to ¶liczne odbicie! Szczê¶liwe wasze cia³a p³ynne i szeroki Nurt, o rozleg³e wody! Je¿eli ob³oki, Bogowie, fale, echa i drzewa szelestem Li¶ci daj± samotno¶æ, sam po¶ród nich jestem! Sam — lecz jest i odbicie, co siê do mnie zbli¿a, Gdy w srebrniej±cych mrokach twarz do wody zni¿am. Li¶cie brzeg b³ogos³awi±. Wiatr oczy¶ci³ góry. Stoj± ciche i ciemne. Ju¿ i ¼róde³ chóry Zmieni± g³os, bliski wieczór zapowiedz± ¶piewem. S³ucha mnie wielki spokój i ja pod tym drzewem S³ucham, jak zio³a nocy wschodz± w ¶wiêtych cieniach. Ksiê¿yc zdrajca podnosi zwierciad³o i sieje ¦wiat³o a¿ w tajemnicach zgas³ego strumienia. Ciemno¶ci przetnie srebrem i mroki rozwieje. Nad tajemnic±, której bym z u¶pienia Nie odwa¿y³ siê wyrwaæ. Nawet siê przes±czy, Gdzie mi³o¶ci mej w³asnej sekrety siê chroni± — Cisza wieczoru wszystko ogarnie i z³±czy. Noc zbli¿a siê i cia³a mojego jak d³oni± Ciemno¶ciami dotyka, mrokiem siê nachyla, Szepcz±c mu, ¿e je kocham. G³os jej, jak ch³ód wody ¦wie¿y, dr¿y oczekuj±c, kiedy przyjdzie chwila, Gdy z moimi ¶lubami siê z³±czy i lody Dziel±ce nas od siebie stopniej±. Dzi¶ w szumie Lekkim wiatru mniej k³amie ni¿ zawsze. Tak dr¿enie Jego cichej ¶wi±tyni uwik³aæ siê umie W tego miejsca ogromne jak przestrzeñ milczenie. O rozkoszy zwyciêstwa nad ¶wiat³a przemoc±! Ró¿owy od mi³o¶ci dzieñ staje siê noc±. Chwilê jeszcze p³on±cy, syty, choæ zmêczony, I tyloma skarbami czule obarczony. Gdy wspomnienia ¶mieræ jego utopi± w purpurze, Uklêknie pogr±¿ony ca³y w z³otej chmurze, Rozp³ynie siê i trac±c swoje winobranie Jako sen zga¶nie, którym i wieczór siê stanie. Jak¿e ³atwo siê straciæ w spokojnej g³êbinie! Dusza, szukaj±c Boga, schylona w niej ginie, Prosz±c o niego falê samotn±, co bêdzie Godna swym blaskiem przyæmiæ srebrzyste ³abêdzie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Prze³o¿y³ Julian Rogoziñski |
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ