
|
To popo³udnie najpiêkniejszej z pór roku jest niby nabita mi±¿szem poma— rañcza, z której tryska dojrza³o¶æ. Ogród w ca³ej swej dorodnej okaza— ³o¶ci, ¶wiat³o, ¿ycie — wszystko prze— chodzi z wolna okres swej najwy¿szej przyrodzonej doskona³o¶ci. Mo¿na by powiedzieæ, ¿e wszystkie rzeczy od po— cz±tku swego istnienia pracowa³y tylko nad przygotowaniem tej pe³ni krótko— trwa³ego przepychu. Szczê¶cie jest wi— doczne tak jak s³oñce. M³oda matka wch³ania oddechem naj— czystszy ekstrakt tej substancji, z której jest sama — z policzków ma³ego dziec— ka, które trzyma. Przyciska je do siebie, by zawsze pozosta³o ni± sam±. ¦ciska w ramionach owoc swej twór— czo¶ci. Zapomina, a nawet cieszy siê, ¿e siê odda³a — poniewa¿ odbiera siê i od— najduje stokrotnie przez tkliw± blisko¶æ tego cia³a, którego piêkna ¶wie¿o¶æ na— pe³nia j± upojeniem. I chocia¿ dotyka piêknymi swymi rêkami p³odu, który wyda³a, czuje siê zupe³nie czysta i nie— pokalana jak dziewica. Przelotnymi spojrzeniami pie¶ci listo— wie, kwiaty i wspania³y ca³okszta³t ¶wiata. Jest niby Filozof i Mêdrzec z przyro— dzenia, który znalaz³ sw± ideê i stworzy³ to, czego pragn±³. Nie jest pewna: czy j±dro wszech— ¶wiata mie¶ci siê we w³asnym jej sercu — czy te¿ w tym ma³ym serduszku, które bije w oplocie jej ramion i nadaje z kolei ¿ycie wszystkim pozosta³ym rze— czom. Prze³o¿y³ Roman Ko³oniecki
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ