
|
Jedna mia³a piêtna¶cie lat, druga szesna¶cie, Obie spa³y na pensji w tej samej alkowie. Wrze¶niowy ciê¿ki zmierzch zapada³ w³a¶nie: W±t³e, o modrych oczêtach, cerze poziomkowej.
Aby dogodziæ sobie, ju¿ gotowe k³a¶æ siê, Rozwi±za³y koszule, sk±d woñ ambry tchnê³a — Przeci±gaj±c siê m³odsza cia³o w ³uk wygiê³a. Starsza ca³uje m³odsz± i piersi jej g³aszcze.
Pó¼niej pada do kolan jej, pó¼niej, jak burza Gwa³towna, w dzikiej ¿±dzy usta swe zanurza W jasnym z³ocie jej ³ona do mrocznego cienia.
A podczas tego delikatne palce Dziecka ju¿ obliczaj± obiecane walce. U¶miecha siê niewinnie do swego marzenia. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ