
|
Po¶ród niewielu przywar obcych mi zamieszcz± Zazdro¶æ, owo uczucie nad inne z³owieszcze, Wzgl±dem ciebie, ty K³amstwo moje ubóstwione, Co¶ mn± tak zaw³adnê³o, ¿e wszelk± obron± Star³o we mnie, i¿ kiedy wychodzisz cacana (Ba, na godziny ca³e!), strojna, wymuskana, Za ca³y pozór, pretekst, chytro¶æ, mrukniesz sobie: "Wychodz±, mam sprawunki", i ja wierz± tobie! Lecz strze¿ siê! niebezpieczeñstw nie mierzyæ ha³asem. Ty wiesz, czasem jest we mnie co¶ gro¼nego, czasem Przy³apiê siê na ge¶cie, ruchu — ostatecznie Jest siê mê¿czyzn±, prawda? — mo¿na mówiæ grzecznie, Niemniej laseczka chybko obraca siê w d³oni Lub rewolweru lufka o zêby zadzwoni Zbyt uprzejmemu panu, lub — je¶li dobrodziej Woli — no¿yk pod ¿ebro tako¿ siê przygodzl Krew nie woda, a nerwy nie postronki; owo Ciebie te¿ jak poniesie, duszko, to ju¿ zdrowo: Nietrudno na tej drodze dopytaæ siê zwady. Nie z powodu jakoby ods³oniêtej zdrady, Tak rozumiem przynajmniej, zwa¿ywszy szeroki S±d mój o tym, lecz mamy oboje wyskoki, Co sprawiaj±, ¿e nie jest z nas bezpieczna para. Nie bêd±c wiêc zazdrosnym — haniebna przywara! — Biorê na kie³, jak rumak krwi szlachetnej, skoro £echtn±æ mnie w s³aby punkcik, a mam ich do¶æ sporo... Prze³o¿y³ Tadeusz Boy-¯eleñski
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ