
|
G³os autorytatywnej tr±bki ka¿e zajrzeæ Przez o¶wietlon± szybê do ¶rodka, gdzie gêstwa Dwudziestoparoletnich par, z twarz± przy twarzy Czerwonej od gor±ca i pe³nej przejêcia, Ko³uje po parkiecie w solenny takt szczê¶cia.
— Przynajmniej tak przypuszczam, odgaduj±c dym, Pot, dotyk dziewcz±t. Czemu tkwiæ tutaj, na zewn±trz? Chocia¿ — czemu tam, z nimi? Seks, owszem, lecz czym Jest seks? My¶l, ¿e szczê¶cie osi±ga siê jedn± Tylko metod±, tworz±c parê — to na pewno
Nie¶cis³o¶æ, w ka¿dym razie mnie siê tak wydaje. Mnie wzywa ten wysoki, nietaktowny dzwon (Alias Sztuka), którego szorstki d¼wiêk obstaje Przy tym, ¿e jestem niepowtarzalny jak on. Przemawia; s³yszê; inni mog± jego ton
Te¿ s³yszeæ, lecz nie za mnie, tak jak ja nie za nich; Tak samo z szczê¶ciem. Zatem ja na boku wierzê W swoje, a oni — w t³umie — w swoje rozwi±zanie. I ka¿demu z tym dobrze w jednakowej mierze, Je¶li siê co do siebie nie myli. Lub nie ³¿e. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ