
|
Nie wyrzuci³a nut — niewiele miejsca w koñcu Zajmowa³y w szufladzie Ich znajome ok³adki, wyblak³e na s³oñcu, Albo z kó³kami ¶ladów po mokrym wazonie, Pobazgrane przez dziecko, albo znów w napadzie Sza³u porz±dków starannie sklejone: Tak doczeka³y dnia, gdy, bêd±c dawno wdow±, Znalaz³a je przypadkiem i sta³a, na nowo
Zg³êbiaj±c, jak pos³usznie akord siê pochyla, Aby pomóc przez w±ski Próg taktu przenie¶æ d³ugi, pozszywany z sylab Tren s³owa; wierne echo m³odo¶ci, jak drzewo Rozchylaj±ce wiosn± zbudzone ga³±zki, Rozprzestrzenia³o w niej tê ¶wie¿o¶æ ¶piewn±, Tê pewno¶æ czasu, który wci±¿ czeka³ w zapasie, Gdy gra³a te melodie po raz pierwszy. W³a¶nie
To, ten blask, okre¶lany przez wytarte s³owo "Mi³o¶æ", wskrzesi³ w niej jeszcze Raz swój jasny pocz±tek, gwiazdê, co nad g³ow± Obiecywa³a wtedy rozwi±zanie, g³adki Tok wszystkiego, niezmienny porz±dek, i szczê¶cie. U³o¿yæ nuty w stos, strzepn±æ z ok³adki £zê — nie jest ³atwo, gdy siê oci±gaæ z przyznaniem, ¯e nic z tego nie sta³o siê i ju¿ nie stanie. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ