
|
W dniu, gdy nast±pi³ wybuch, cienie K³ad³y siê w stronê wie¿y szybu: ¯u¿lowa ha³da spa³a w s³oñcu.
Dró¿k±, w buciorach, szli mê¿czy¼ni Kaszl±c od przekleñstw i tytoniu, Pchaj±c barkami ¶wie¿± ciszê.
Kto¶ pogna³ za królikiem; wróci³ Z gniazdkiem skowronka, pe³nym jajek; Pokaza³ innym; z³o¿y³ w trawie.
Tak przeszli, w brodach i drelichach, Ojcowie, bracia, ¶miech, przezwiska, Przez bramy, wielkie i otwarte.
W po³udnie drgnê³a ziemia; krowy Przesta³y ¿uæ na chwilê; s³oñce, Opatulone w mgie³kê, zblad³o.
Zmarli wkraczaj± tam przed nami I zasiadaj± w domu Pana, Ujrzymy wszystkich twarz± w twarz —
Prosto jak krój napisu w nawie Brzmia³y te s³owa i przez chwilê ¯ony ujrza³y tych z wybuchu
Wiêkszych ni¿ w ¿yciu, z którym sobie Radzili — z³otych niby z monet: Ze s³oñca ku nim szli, a jeden
Niós³ ptasie jajka, nie st³uczone. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ