
|
Gdy widzê parê smarkaczy, po których Poznaæ, ¿e on j± rypie i ¿e im nawzajem Dobrze dziêki pigu³ce czy innej diafragmie — Wiem, ¿e to w³a¶nie jest tym rajem,
O którym ka¿dy starzec marzy³ ca³e ¿ycie: Dawne wiêzi i gesty, niby muzealny Kombajn, zepchniête na pobocze drogi, A kto m³ody, ten zje¿d¿a po d³ugiej zje¿d¿alni
W basen szczê¶cia, bez koñca. Ciekaw jestem, czy te¿ Kto¶ czterdzie¶ci lat temu, patrz±c na mnie z boku, Tak¿e my¶la³: Ten bêdzie mia³ dopiero ¿ycie; ¯adnego ju¿ tam Boga, zimnych potów w mroku
Na my¶l o piekle, fa³szu klêkania przed katabasem, Którym siê gardzi. Tacy jak on bêd± drwili Z tych bzdur, z radosnym piskiem zje¿d¿aj±c w swój basen, Wolni, psiakrew, jak ptaki. I w tej samej chwili
Zamiast s³ów, my¶l rozja¶nia blask wysokich okien: Szk³o przenikniête objawieniem s³oñca, Za szk³em b³êkit powietrza, puste i g³êbokie Nigdzie, nic nie mówi±ce, nie maj±ce koñca. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ