
|
Wo³a³ na uliczce w ukryciu Ja jestem mê¿em tej rozche³stanej kobiety Która poka¿e wam serce i duszê za darmo Ogl±dajcie Godzina odjazdu wybi³a ju¿ dawno Potem by³ ju¿ tylko przypadek podró¿e bez koñca I ta podró¿ która siê koñczy sami wiecie jak Ale nie wiadomo kiedy Nikt nie wie kiedy
Mê¿czyzna i kobieta byli do siebie podobni Za bezcen cia³o i za bezcen dusza Nie wiadomo ju¿ kto by³ mê¿czyzn± a kto kobiet± Wyszed³szy razem wracali tymi samymi drzwiami Ile czasu tam pozostawali Tego tak¿e nikt nie wie
Kiedy znów wyszli byli tak do siebie podobni Gotowi na wszystko ¯e nie mo¿na ich by³o rozdzieliæ Trzeba ich by³o zostawiæ razem A kiedy przyje¿d¿a³ poci±g wype³niony a¿ po okna Kto¶ niewidoczny pêdzi³ z ty³u To podró¿ bez koñca Mo¿na rozpocz±æ j± w porê lub spó¼niæ siê na poci±g Podró¿ni wysiadaj± jeden po drugim Wchodz± na ¶cie¿kê ma³ego cmentarza Przysiadaj± na kamiennej ³awce Cyprysy nios± w palcach ksiê¿yc Ci którzy odjechali ¶miej± siê z tych co wyruszaj± I rado¶æ ich potrwa co najmniej do jutra Ale trzeba pokrzyczeæ trochê na jego ¿onê Znik³a on zosta³ zosta³a i ona Byli tak podobni do siebie ¯e jedno bez drugiego nie mog³oby umrzeæ
Miasto jest zbyt wysokie i prostopad³e Opu¶cili¶my uliczkê gdzie s³oñce grza³o Na brukach sztywno pn±cych siê w niebo Dla wsi cienistych wierzb i jasnych strumieni Dla malowanej na zielono karczmy Na wyp³owia³ej ³±ce Milcz±cy las otwiera drzwi Strumienie to szyny gdzie woda drzemie w upale Patrzymy w niebo nadchodzi niepamiêæ ko³ysze cisza Nareszcie spokój i ukojenie Wracaj± gromadnie wspomnienia Urodzili¶my siê tutaj miasto przysz³o pó¼niej W³óczymy siê po ulicach z których chcia³oby siê wyj¶æ
Ale to ju¿ koniec spogl±damy na siebie Mamy takie same oczy taki sam nos Usta mówi± te same s³owa Jak bardzo jeste¶my do siebie podobni Tylko ducha tu nie ma Wiêc gdzie jest ukryty Ach z³odzieju z³odzieju ods³oñ swoj± koszulê ods³oñ spojrzenie Chcia³bym ciê rozszarpaæ
Nie wyjawi³e¶ mi wszystkiego Prze³o¿y³a
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ