
|
I
Le¿a³a, maj±c szczup³e swe ramiona wokó³ zwiêd³ego przewi±zane cia³a, gdzie tyle d³ugich, s³odkich chwil le¿a³a, nieco staro¶ci± jego zalêkniona.
Bywa³o, na krzyk sowi twarz uniesie znad brody, któr± by³ okryty on, czuj±c, jak tkliwie-po¿±dliwie pnie siê ku niej — co noc± jest — ze wszystkich stron.
Mruga³a gwiazda, tajna doradczyni, zapach ³o¿nic± szed³ za krokiem krok, dr¿a³ fa³d zas³ony, jakby znaki czyni³ i za znakami cicho szed³ jej wzrok.
Lecz ona, do mrocznego lgn±c starucha, na noc nieczu³a i na jej podchody, grza³a piersiami majestatu ch³ody, jak duch dziewicza i jak puszek krucha.
II
Codziennie król wspomina³, ledwo ¶wita, ¶wietno¶æ minion± i rozkoszy smak; u stóp le¿a³a suka-faworyta. Lecz w noc go okrywa³a Abisag swym cia³em; ponad ¿yciem, pustym jak brzeg niego¶cinny, gdzie nikt nie zawita, gwia¼dzisty piersi jej górowa³ znak.
I jako ten, co niegdy¶ zna³ niewiasty, posêpnie ¶ledzi³ spopod brwi krzaczastych kamienny kszta³t nieca³owanych ust. I widzia³: nie nagina siê ku niemu uczuæ jej ga³±¼ gibka. — Dreszcz go ziêbi³, zdejmowa³ mróz. Ws³uchiwa³ siê po psiemu i szuka³ siebie w swej najskrytszej g³êbi. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ