wiersze

wierszyki

I ju¿ oddana jak deszcz, który spad³,

i rozdzielona jak stokrotny zapas.

By³a korzeniem ju¿.

I kiedy nagle

bóg j± zatrzyma³ i z bólem w okrzyku

wyrzek³ te s³owa: Jednak siê odwróci³ —

nie rozumiej±c zapyta³a: Kto?

 

Lecz z dala ciemny przed pogodnym wyj¶ciem

sta³ kto¶, którego twarzy nie potrafi³

rozpoznaæ nikt. Bez ruchu sta³ i patrza³,

jak siê na smudze ¶cie¿ki ¶ród³±kowej

poselstw dalekich bóg ze smutkiem w oczach

milcz±c odwróci³, by pój¶æ za postaci±,

która wraca³a ju¿ t± sam± drog±

krokiem ¶cie¶nionym wstêgami ca³unu,

niepewna, cicha, cierpliwo¶ci pe³na.

Prze³o¿y³
Leopold Lewin


« POPRZEDNIA STRONA

sitemap

Clicky Web Analytics