
|
Mi³o¶æ tyka³a ust m³odych Tak czule, ¿e a¿ niebezpiecznie; Zbyt gêsta by³a jej s³odycz: ¯y³em powietrzem,
P³yn±cym od skrytych wonno¶ci, Powiewem — niech mi siê przypomni Ta woñ ze wzgórz — winoro¶li W zmierzch nieprzytomny?
W zawrocie, w bólu g³owy W zapach bzów nurza³em siê noc±, Skrapiany ich miodem liliowym, Strz±¶niêt± ros±.
£akn±³em s³odyczy, lecz smak ten Tylko wtedy ostro odurza³: W m³odo¶ci — ju¿ samym p³atkiem K³u³a mnie ró¿a.
Dzi¶ — smak rado¶ci jest inny: Musi w nim byæ szczypta soli, Bólu, znu¿enia i winy; Dojrza³o¶æ woli
Zasch³y ¶lad ³ez, tê gorycz Po tak wielkiej, ¿e ciê¿kiej mi³o¶ci; Smakuje jej cierpko¶æ kory I dymny go¼dzik.
Gdy, sztywny i obola³y, Cofam zdrêtwia³e ramiê, Na którym siê opiera³em, Pó³le¿±c w trawie,
Ten ból to za ma³o jeszcze, Ten ciê¿ar to wci±¿ nie do¶æ wiele: Chcê szorstk± ziemi powierzchniê Czuæ w ca³ym ciele. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ