wiersze

wierszyki

Robert Ro¿diestwienski

* * *

Kupi³em bilet do stacji

Pierwsza Mi³o¶æ.

Nieoczekiwanie,

¿artem,

niechc±cy.

Nikt siê nie przysiad³,

by³ tylko dym

i gorzkie papierosy.

I herbatê pi³em gor±c±.

I mg³a siê ko³ysa³a —

niebieskawa i bura.

I jeszcze w zamy¶leniu

parowóz pohukiwa³...

 

Niedaleko od stacji

by³a kiedy¶ góra.

Taka wysoka i ciep³a.

Do gwiazd chyba.

Nie nazywaj jej jeszcze po imieniu przez chwilê,

chocia¿ na pewno zaraz —

z cienia siê wynurzy.

Je¶li nie zajdê wysoko, to przynajmniej spojrzê

na Pierwsz± Mi³o¶æ. Jestem,

tu,

u podnó¿y.

G³owê

w górê zadar³em i dr¿±c,

niecierpliwie

dotkn±³em kamienia rozpalon± rêk±.

I okaza³o siê nagle,

¿e nic tutaj nie ma,

¿e wierzcho³ek

nie siêga

nawet do pó³ piêtra...

Zaraz!

Pamiêæ szwankuje,

mo¿e wzrok mam s³aby?

M±dry ¶nieg sypie:

k³adzie siê

dywanem.

Do s³ów s³owa przymarz³y,

do sylab —

sylaby...

Jakie¿ to wszystko

zasypane!...

 

Pêdzi³ poci±g z przesz³o¶ci —

by³o tak? Nie by³o?

Na ¶lepo, jak w niepamiêæ

zapada³ w zamiecie...

Podobno jest taka stacja —

Pierwsza Mi³o¶æ.

Tam jest ciemno i zimno.

Sprawdza³em to przecie¿.

Prze³o¿y³
Andrzej Bieñ


sitemap