
|
Jak ró¿a w¶ród cierni, Tak przyjació³ka moja w¶ród dziewcz±t. Jak jab³oñ w¶ród le¶nych drzew, Tak mój ukochany w¶ród m³odzieñców. W jego cieniu pragnê wypocz±æ, Gdy¿ owoc jego s³odki jest dla mojego podniebienia. Odezwa³ siê mi³y mój i tak przemówi³: Wstañ, przyjació³ko moja, pójd¼, piêkna moja! Bo oto ju¿ minê³a zima, A deszcze odesz³y swoimi drogami, Na ziemi ukaza³y siê kwiaty, I nasta³ czas obcinania winnych krzewów, I g³os synogarlicy rozlega siê doko³a. Ju¿ z drzew figowych opad³y owoce, A kwitn±ce winnice wyda³y swoje wonie. Wstañ, przyjació³ko moja, pójd¼, piêkna moja! Na ³o¿u moim w¶ród nocy Szuka³am tego, którego dusza moja umi³owa³a. Szuka³am go, lecz nie znalaz³am. Wiêc wstanê, obiegnê miasto, rynki i ulice I szukaæ bêdê tego, którego dusza moja umi³owa³a. Szuka³am go, lecz nie znalaz³am. Spotkali mnie stra¿nicy, którzy kr±¿± po mie¶cie. Czy nie widzieli¶cie tego, Którego umi³owa³a dusza moja? Zaledwie ich minê³am, znalaz³am tego, Którego umi³owa³a dusza moja. Silnie go trzymam i nie puszczê go wiêcej, Dopóki nie wprowadzê go do domu mojej matki, Do komnaty mojej rodzicielki. Poprzysiêgam was, córki jerozolimskie, Przez ³anie albo przez polne gazele, Nie drêczcie mojej mi³ej Ani jej nie bud¼cie, dopóki sama nie wstanie. Spa³am, lecz serce moje czuwa³o. To g³os mi³ego mego! On puka! Otwórz mi, siostro moja, przyjació³ko moja, Moja go³êbico nieskalana. Albowiem moja twarz jest wilgotna od rosy, A kêdziory od kropli nocnych. Zwlek³am z siebie sukniê, wiêc jak¿e Mam j± z powrotem na siebie na³o¿yæ? Umy³am moje nogi, wiêc jak¿e Mam je znowu zbrudziæ? Otworzy³am mi³emu memu, Lecz on tymczasem odszed³. Ju¿ znikn±³. Przerazi³a siê dusza moja, gdy mówi³ do mnie. Szuka³am go, ale go nie znalaz³am. Wo³a³am go, lecz on siê nie odezwa³. Znale¼li mnie stra¿nicy, którzy chodz± po mie¶cie. Obili mnie i zranili, i zabrali zas³onê Stra¿nicy murów. Poprzysiêgam was, córki jerozolimskie, Je¿eli znajdziecie mojego ukochanego, Powiedzcie mu, ¿e jestem chora z mi³o¶ci. Piêkna jeste¶, przyjació³ko moja, jak Tirsa, Powabna jak Jerozolima, A gro¼na jak wojsko zbrojne. Odwróæ twe oczy, Bo one nape³niaj± mnie lêkiem. Jak piêkna jeste¶, jak wdziêczna w rozkoszy, Oblubienico moja! Twój wzrost równy jest palmie, A twoje piersi równe s± winogronom. Pomy¶la³em: Wst±piê na palmê I siêgnê po jej ga³êzie, A twoje piersi bêd± jak grona winnej latoro¶li, A oddech twoich nozdrzy bêdzie jak jab³ko, A twoje podniebienie jak dobre wino, Które zwil¿a wargi i zêby oblubieñca. Nale¿ê do mi³ego mego, A do mnie nale¿y jego po¿±danie. Przyjd¼, mój mi³y! Wyjd¼my na pola i zamieszkajmy we wsi. Rano pójdziemy do winnic i zobaczymy, Czy kwitnie winna latoro¶l, Czy wschodz± kwiaty, Czy pêkaj± p±czki na drzewach granatu. Tam ofiarujê ci mi³o¶æ moj±. |
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ