
|
Pani pamiêta — tak, na pewno pani pamiêta, jak sta³em milcz±c, O ¶cianê oparty, pani wzburzona by³a i przejêta, i s³ów mi nie szczêdzi³a z³ych i twardych.
Pani mówi³a, ¿e rozstaæ siê musimy, ¿e dosyæ ma ju¿ udrêk tych i szaleñstw, ¿e jej pisane zaj±æ siê czym¶ innym, rozs±dnym, mnie za¶ — w dó³ siê toczyæ dalej.
Kochana! Nie kocha³a mnie ju¿ pani. I nie wiedzia³a, ¿e w przechodniów t³oku by³em jak szkapa zagoniona w pianie, z ostrog± je¼d¼ca bezwzglêdnego w boku.
I nie wiedzia³a, ¿e w tê kurzawicê, w tê burzê chyboc±c± ¶wiat³em, dlatego tak siê drêczê, ¿e nie widzê, dok±d nas pêdzi zdarzeñ fatum
Nie dojrzysz przecie twarzy twarz± w twarz. Wielkie — z dystansu siê dostrzega. Gdy huczy fala, trzaska maszt, ogl±daæ siê za ocaleniem trzeba.
Ziemia — to statek! Lecz kto¶ raptem po nowe ¿ycie, now± chwa³ê odwa¿nie posterowa³ statkiem wprost w oko burzy rozszala³ej.
Któ¿ z nas na deskach roztañczonych nie pada³, nie mia³ md³o¶ci, nie z³orzeczy³? Rzadko siê trafia³ do¶wiadczony, który zawrotu g³owy nie czu³.
Wtedy, w¶ród wrzawy i zamêtu, od miotaj±cej siê ho³oty uciek³em na sam dó³ okrêtu, ¿eby nie patrzeæ na wymioty.
A by³ ten dó³ rosyjsk± knajp±, gdzie jam, nad szklank± nachylony, chcia³ na dno i¶æ nie z ca³± ³ajb±, lecz sam, pijany, wyzwolony.
Kochana! wiem, drêczy³em pani±, widzia³em w oczach ¿al i melancholiê, ¿e trwoniê siê na zgrywê tani± skandale oraz alkohole.
Lecz nie widzia³a¶, ¿e w tê kurzawicê, w tê burzê chyboc±c± ¶wiat³em, dlatego tak siê drêczê, ¿e nie widzê, dok±d nas pêdzi zdarzeñ fatum... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Czas mija. Nie jeste¶my tacy m³odzi. Inaczej czujê i nie to mam g³owie. Wo³am w p³yn±cej g³adszym nurtem ³odzi: Chwa³a i s³awa sternikowi!
Czu³e uczucie dzisiaj w sercu pieszczê. Pamiêtam pani smutek i znu¿enie... wiêc teraz oto zawiadomiæ spieszê, |
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ