
|
To nie jest wonny ogród ani ogród wiosny, Nie ma tu łąk kwitnących i wiatrów zielonych, Tu jest cicho i smutno, jak w książkach zgubionych, Jak w słowach, co straciły swój oddech miłosny.
Tu, nad wodą zamarłą, wśród wygasłych liści, Wśród ruin nieruchomych i pustych szaletów, Mijają się ciemniejsze od zmierzchów cienistych, A jaśniejsze od nocy kochanki poetów.
Między wieczorem długim a nocą splątaną Z drzew wierzchołkiem błąkają się te smutne panie; Od "jutrzenki wschodzącej" do "gwiazdy, co gaśnie", Pełne słów oszalałych i bez słowa właśnie.
Niebo nad nimi zwisa granatowym ciałem, Przebite jednym cięciem przez dwie krzywe szpady: To patrzą sobie w oczy w osłupieniu białem Horyzont już blednący, księżyc jeszcze blady.
A one ze słów trwalszych niż miłość poczęte, Od tych samych słów teraz muszą wiecznie gasnąć, Za wysokie o półton, nieme i zaklęte, Czekają, aż na zawsze noc pozwoli zasnąć.
Ale choć dzień skończony i zmierzch drży jak wiolin, Nigdy się nie rozpocznie noc słońcu wzajemna I nigdy sen nie przyjdzie w słodkiej aureoli, Żeby zagasić oczy, co są na pół ciemne.
Gdy tak mroki nie gaszą, a dzień nie zapala, Jakże trudno was pojąć, zamglone postacie; Jedyny znak świetlisty, jakim powiewacie, To imiona są wasze jak tytuły ballad.
Miłe imiona wasze, kochanki wybranych, Które, przepływające liliowym szeregiem, Widzę w dawnych ogrodach jak szale rozwiane, Jak szale staroświeckie nad sadzawek brzegiem...
I za wygasłą sławę waszych imion piję, Kiedy czasami w przeszłość poezji opadam, I za ciebie, do której przez Juliusza życie Powracam, Ludwiko blada.
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość