
|
Có¿ to za lube natury dzie³o Wdziêcznym siê zrywa w tany podskokiem? Có¿ to za bóstwo igraæ zaczê³o I ¶wiat czarownym bawi widokiem?
Lud siê zgromadza, ca³y w zdumieniu, Widz±c piêkno¶ci i wdziêków dziwy, Kupid, wzdychaj±c z dala w milczeniu, Pró¿nie zaostrza swoje ciêciwy.
¦liczna z postaci, ¿ywa jak ³ania, Oczki jak zorza, usta w rubinie, Z r±czym siê wiatrem w tañcu ugania. Chwyta za serce, kto siê nawinie.
Nó¿ki siê ledwo widzieæ pozwol± I tylko czasem tykaj± ziemi, Wszystkie w niej cz³onki razem swawol±, A zefir igra z szaty wiotkiemi.
Zefir, który sam godzieñ zazdro¶ci, Bo wszystkie jego chêci spe³nione, Najtajemniejsze widzi skryto¶ci, Ca³uj±c zawsze usta pieszczone.
Gdy siê na zwrocie nieco zawinie Lotny fartuszek albo spódniczka, Ledwo z chciwo¶ci oko nie zginie, ¯eby obaczyæ chocia¿ trzewiczka.
Daremna chluba, Gracyje, wasza, ¯e Olimp swymi pl±sy dziwicie, Ta to na ziemi Kossowska nasza Umie ¶miertelnych zabawiæ ¿ycie.
Do malowania widoku tego, Jaka jest kszta³tno¶æ i wdziêk oblicza, Pióro zostawiam dla Krasickiego, Pêdzel malarski dla Szmuglewicza.
Lecz to im zdaj±c, s³uszn± mam trwogê, I ta robota nim jest skoñczona, Uczyniæ muszê wczesn± przestrogê: Bójcie si± losu Pigmalijona!
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ