
|
Od niebieskiej piêkniejsza kolorów obrêczy, Ciebie, Irydo, wielbiê pod imieniem têczy; Zbiorze wdziêków; te innym oszczêdnie rozda³a, Na ciebie z rozrzutno¶ci± natura wyla³a. Do kogo piszê, ka¿da z twych rywalek zgad³a; Ty w±tpisz? porad¼¿e siê natychmiast zwierciad³a...
Lubi±c wolno¶æ, mi³o¶ci znaj±c dobrze wniki, Na które ona wpêdza swoje ho³downiki, Umy¶li³em nie kochaæ a¿ do ¿ycia kresu, Mam ja serce z ¿elaza, lecz ty masz z magnesu! W³ócznia moj± rozrywk±, mieszkaniem las dziki; Prze¶ladujê szkodliwe ¿ubry, ³osie, dziki, A¿ dot±d sama srogo¶æ m± zabaw± by³a. Ty¶ mnie pierwsza, Irydo, wzdychaæ nauczy³a. Co to jest? Gdy ciê ujrzê, zaraz kolor mieniê, Albo bledniejê, albo zbytnio siê czerwieniê. Gdy po dziennych fatygach za¶nie moja dusza, Twym siê cieszê obrazem z ³aski Morfeusza. Ró¿ne przyjemne we snach czêsto widzê dziwy, Powiem ci z nich ostatni, bo jest osobliwy. Mój sen za¶ by³ takowy: skórom zamkn±³ oczy, Widzê, ¿e do mnie jaki¶ ch³opczyk mi³y kroczy, Nagi, lecz nie ubogi, bowiem z³ote strza³y, £uk, pochodnia paniêciem byæ go wydawa³y ... "Pójd¼ za mn± — mówi do mnie — w te pieczary ciemne, Moja pochodnia lochy o¶wieci podziemne, Wprowadzê ciê do skarbów, których strzeg± gnomy". Ja, który nawet przez sen nie bywam ³akomy, Odrzuci³em z pogard± radê pacholêcia; Lecz to, nie odstêpuj±c swego przedsiêwziêcia, Uj±wszy miê szczupluchn±, lecz siln± prawic±, I¶æ przed sob± okropn± przymusza ulic±. Mijam cuda natury, mnogie Pluta zbiory I niezliczone, którem postrzeg³, dziwotwory. Co najwiêcej w onej miê przera¿a otch³ani, Gdy j± szybko przebiegam, widzê ciebie, pani, Do niezbêdnego gnoma, zgrzybia³ego laty, Przywi±zan± za r±czkê plecionymi kwiaty. Wzrok mój by³ oszukany, lecz doszed³em uchem, ¯e te by³y straszliwym podbite ³añcuchem. Tu mój wódz z gniewem rzecze: "Czy znasz miê, Irydo? Ja jestem on od ciebie wzgardzony Kupido. Wszystkich wdziêkiem wabi±ca, nikomu ³askawa, Zawsze¶ pyszn± depta³a nog± moje prawa; Jeste¶ wiêc dla mej zemsty, dla przyk³adu ludom W wieczny po¿ar oddana têsknocie i nudom". Nie do¶æ, ¿e m¶ciwy bo¿ek butn± mow± grzeszy³, Jeszcze ci pier¶ per³ow± srog± strza³± przeszy³. Rzucê siê nañ, chwytam go, wnet siê wyswobodzi³ I be³tem jadowitym w serce miê ugodzi³. Krzyknê z bólu i mój krzyk przera¼liwy budzi Smaczno ¶pi±cych s±siadów i s³u¿±cych ludzi. ... Lecz wprawdzie tak miê ów sen z³udzi³ czy nie z³udzi³, Lubo ju¿ czasu wiele, jakom siê obudzi³, Czujê potê¿ne skutki postrza³u mojego, Powiedz, luba Irydo, czy nie czujesz twego?
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ