
|
Pozwól mi teraz wołać poprzez śnieżne niwy Gdzie już na zawsze zapaść się grozisz w otchłanie Kierujesz mnie bezwiednie przez morza przypływy — Najpierw zabawa, potem ukontentowanie.
Ty przychodzisz w przepychu kwiecistych klejnotów. Przy pierwszej kośbie znów ujrzałem ciebie, miła, W szmerze zbóż czerwonawych i zielonych splotów Moja ścieżka do domu twojego się wiła.
Twe słowo rozbrzmiewało w listowia poszumie Tak żałośnie że stałaś się panią jedyną Kiedy się rozstawałaś z szepczącą w zadumie Wśród głosów westchnień osieroconą doliną.
Miganie pary oczu w długich rzęs otoku Jak cel każdej podróży żarzy się płomieniem I tak stał się twój głos łagodny głosem roku I wszystko przyszło zgodnie z twym postanowieniem. Przełożył
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość