wiersze

wierszyki

Sylvia Plath

Sen na pustyni Mohave

Brak tu p³askich kamieni na palenisko.

S± tylko gor±ce ziarnka. Jest sucho, sucho.

Powietrze niebezpieczne. Po³udnie dzia³a dziwnie

Na oko duszy, wznosz±c niespodzianie

Szpaler topoli w bliskiej odleg³o¶ci, jedyny

Obiekt poza zwariowan± równ± drog±,

Co przypomina o ludziach i domach.

Ch³odny wiatr winien mieszkaæ w¶ród tych li¶ci,

A rosa na nie opadaæ cenniejsza od monet

O b³êkitnej godzinie przed wschodem s³oñca.

Lecz topole cofaj± siê, niedostêpne jak jutro

Lub l¶ni±ca z³uda rozlanej wody

Ukazuj±ca siê bardzo spragnionym.

My¶lê o jaszczurkach wachluj±cych siê jêzykami

W szczelinie niezwykle ma³ego cienia,

O ropusze strzeg±cej kropli swego serca

Pustynia jest bia³a jak oko ¶lepca

I dra¿ni±ca jak sól. W±¿ i ptak

Drzemi± w dawnych maskach gniewu.

Omdlewamy z gor±ca jak koz³y u kominka.

S³oñce gasi popió³, a tam gdzie le¿ymy

Spêkane od ¿aru ¶wierszcze gromadz± siê

W czarnych pancerzach i krzycz±.

Ksiê¿yc za dnia ¶wieci jak smutna matka

¦wierszcze wpe³zaj± nam we w³osy,

By graæ na skrzypcach przez krótk± noc.

Prze³o¿y³a
Teresa Truszkowska


sitemap