
|
W ramionach mê¿czyzny tracê rozum. Ta podwójna nago¶æ jest jak grudniowa noc. Urodzi³am siê w grudniow± noc obrzêdu ¶mierci. Gdzie¶ nad wodami zarazem wschodzi³a czysto¶æ bestii srebrn± ¶wiêt± Lun±. To z krain wzroku bestii sp³ynê³y ramiona mê¿czyzny, a jego wola od tamtych ¼róde³ l¶ni³a zimnymi jeziorami w¶ród bagien — Tam w³a¶nie i¶æ... I niech zamarzn± ¶lady szkl±c siê tward± purpur± mrozu, niech ksiê¿yc dr¿y odbijany w przezroczystych rafach mego cia³a, lodowej góry. Wzrok bestii jak kolia drogocenna — rozmieszcza b³yski szczê¶cia w tañcu bez s³ów, a gdzie dotknê³a stopa, szrony iskrz± szaleñstwem i w zg³odnia³ych b³otach co¶ siê prê¿y. Przenika ból:
Pamiêæ, zrozum, nie zdo³a tych chwil zachwytu uchowaæ — wola na bagnach blu¼ni, ¶ciga cienie imienia, gdzie ksiê¿yc przed ni± rysuje w zmarzlinach rozumne bruzdy i w obojêtnym szaleñstwie rylec jaskrawo mu pêka — W ramionach mê¿czyzny po ciemku wyczuwam wra¿liw± sier¶æ grudniowej nocy. I rodzê siê nieskoñczenie obca. A on zaciska powieki. Wiem, ¿e nie on. Wiem, ¿e bagno uwiedzion± w nie kocha!
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ