
|
XI
Widzisz, najwiêcej tego, co najtrudniej uchwyciæ: powszednio¶ci. Zwyk³e s± nasze wieczory i ¶wity — ¿yjemy, mi³a, najpro¶ciej.
Praca codzienna: Twoje do¶wiadczenie, mój wiersz. Wieczorem — bez s³ów. Zmêczenie. Pójdziemy do kina, chcesz?
Ach, mi³a, Tej powszednio¶ci nie oddam za ¿ycie jak barwny festyn, Bo widzisz — ona jest dobra I ty w niej jeste¶.
XIII
Z ka¿dym rokiem I z ka¿dym dniem uczy³em siê ciebie jak sztubak, który ju¿ zna, ju¿ wie, a swej wiedzy nie ufa, szuka i od pocz±tku powtarza, i odkrywa ci±gle na nowo znan± — nieznan± twarz, znane — nieznane s³owo.
Uczy³em siê twego cia³a, niegasn±c± ch³on±c urodê. Wysp± czarów by³a¶ mi ca³a — i pio³unem, i miodem.
Ka¿dy g³owy pó³obrót, ka¿dy ruch uczy³ mnie ciebie. Uczy³em siê twoich trwóg I pewno¶ci w potrzebie.
Uczy³em siê twoich ¿alów s³usznych. Pokonuj±c je, jak z rudy iskrê metalu — wydobywa³em u¶miech.
Uczy³em siê twojej rado¶ci szerokiej jak wicher, uczy³em siê twojej tkliwo¶ci cichej.
Uczy³em siê — i z nauki tej wiem tylko tyle, ¿e czy d³u¿szy bêdzie ¿ycia bieg, czy krótszy, ja siê ciebie ani na chwilê nigdy nie przestanê uczyæ.
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ