
|
Z³ó¿ g³owê — ¶pi±c±, kochan±, Ludzk± — na moim ramieniu Niewiernym; w my¶l±cych dzieciach Czas trawi ¶piesznym p³omieniem Urodê, ka¿demu z nich dan± Inaczej, i z¿era je lêkiem; Ale ja chcê do ¶witu w objêciach Mieæ to ¿ywe stworzenie, pe³ne Winy, niesta³e, ¶miertelne, Lecz dla mnie skoñczenie piêkne.
Bez granic jest dusza i cia³o: Kochankom, kiedy w omdleniu Conocnym le¿a pod okiem £agodnej planety Wenus, Jej blask ¶le wizje nietrwa³e Wszechw³adnej mi³o¶ci, obrazy Nadziei wiecznie wysokiej; Sny, w abstrakcyjnej wersji Budz±ce i w chudej piersi Pustelnika zmys³owe ekstazy.
Pewno¶æ, wierno¶æ nie trwa nawet Doby — zga¶nie przed pó³noc± Jak cichn±cy dzwonu g³os, Znów modni maniacy wznios± Swoj± pedantyczn± wrzawê I wró¿ba z kart nas postraszy: Trzeba sp³aciæ ka¿dy grosz Kosztów, d³ugów i rachunków; Lecz skarb nocnych poca³unków Warto¶ci rankiem nie straci.
Piêkno¶æ, pó³noc, przywidzenia — Wszystko niknie; niech wiatr brzasku Nad tw± g³ow±, która ¶ni, Zbudzi dzieñ tak pe³en blasku, By wzrok i puls ¶piewa³ pean ¦wiatu, który pêdzi w ¶mieræ; Znajdziesz i w pustyni dni Mannê mimowolnych mocy, Znajdziesz i w zniewadze nocy Mi³o¶æ wszystkich ludzkich serc. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ