
|
XI
Złóż po ludzku śpiącą głowę Na ramieniu mym, niegodnym wiary, Kochana; czas i gorączka Wypalą piękno jednostkowe Z dzieci zamyślonych, grób zaś Wykaże dziecka nietrwałość: Jednak niech leży po świt szary W ramionach moich ta żywa Istota, śmiertelna, grzeszna, Ale dla mnie doskonałość.
Dusza i ciało są bez granic: Kochankom, którzy omdleją Na zaklętych a wyrozumiałych Zboczach jej, niepomnym na nic, Venus wizję sympatii zsyła Nadprzyrodzonej, bez końca, Wszechmiłości z wszechnadzieją; Gdy abstrakcyjne olśnienie Wśród lodowców i skał ascetę W zmysłową ekstazę wtrąca.
Pewność i wierność, gdy zegar Wybił północ, jak wibracje Dzwonu przebrzmią; już się modnych Obłąkańców wrzask rozlega Nudny, pedantyczny: wszystko, Co wieszczą złowróżbne karty, Każdy grosik należności, Spłacone będzie, lecz z tej nocy Żaden szept, myśl, pocałunek, Oka błysk nie śmie być zatarty.
Piękność, północ, wizja kona: Niech ukażą ci świtu podmuchy Miękkie wokół śpiącej głowy Dzień tak słodki, że zachwycona Źrenica i tłukące serce Śmiertelności będą mieć dość; i Niechaj w południa posuchy Żywią cię siły bezwiedne, A przez noce zniewag przechodź Pod pieczą ludzkich miłości. Przełożył z angielskiego
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość