
|
Żebyś ty odszedł ode mnie w wieczór sierpniowy jak żniwiarz, znużony pracą, słońcem spalony, mający wrócić świtaniem do pracy nowej, z kłosów dojrzałych i ciężkich sprzątać zagony; jak żniwiarz, gwiazd pytający bez słowa, czy nie wypłynie na błękit chmura gradowa — byłaby w tobie piękność i siła, kochałabym cię, tęskniła...
Żebyś ty odszedł ode mnie jesiennym mrokiem, ze smutnie spuszczoną głową, powolnym krokiem, jak człowiek, co myśli wszystkie, ducha całego zasiewał w serca niewdzięczne, dnia nie ujrzawszy złotego, byłbyś świetlistszym od słońca, — szłabym za tobą tęskniąca i świętsza twoim cierpieniem, silniejsza twoim znużeniem, wierna do końca.
Lecz ty odeszłeś ode mnie przez łany srebrne i złote z piosenką co ciszę mąci: — wyrwę z mej piersi tęsknotę!
Lecz ty odeszłeś ode mnie z spokojnym czołem i twarzą, gdy słońce kona w czerwieni i mrok się szerzy — pogardzam tymi, co w ciszy o jutrzni dla siebie marzą, ni na żniwiarzy nie zdatni, ni na szermierzy.
1905
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość